Testuję kolejną markę naturalną – PLANTEA

Plantea to polskie kosmetyki naturalne o innowacyjnych recepturach i konsystencjach. Pierwszy raz zetknęłam się z marką 1,5 roku temu na targach Ekocuda, kolejny raz w te wakacje, gdy zaczęłam szukać idealnego naturalnego kremu SPF z filtrami fizycznymi.

Do marki przekonało mnie sporo pozytywnych recenzji, w tym testy Sroki (www.srokao.pl), której eksperckie opinie i znajomość składów bardzo sobie cenię. Jakie są moje wrażenie?

Duże zaskoczenie jeśli chodzi o konsystencje i o to, który produkt najlepiej mi się sprawdził.

Moimi ulubieńcami stały się Kremowy żel do mycia twarzy oraz Serum ultranawilżające. Krem z filtrem SPF 50, w którym pokładałam największe nadzieje, póki co nie podbił mojego serca, ale testuję go najkrócej, więc daje nam jeszcze czas na polubienie się 🙂

Kremowy żel do mycia twarzy – jego konsystencję i działanie najlepiej oddaje angielska nazwa – Oil-gel.  Jest to alternatywa dla metody OCM, czyli Oil Cleansing Method, gdyż produkt jest stworzony na bazie olejów: bawełnianego, ryżowego i szafranowego. Jednocześnie zawiera emulgator, więc wystarczy go spłukać wodą, a twarz pozostaje nawilżona, ale nie tłusta. Bardzo mi odpowiada jego zwarta konsystencja, którą łatwo nałożyć (nie spływa po twarzy), a produkt jest przez to bardzo wydajny. W kontakcie z wodą konsystencja staje się bardziej oleista i łatwo zrobić sobie delikatny masaż twarzy. Bez trudu zmywa makijaż, w tym tusz do rzęs.
Serum ultranawilżające – to moje pozytywne zaskoczenie. Miałam okazję testować sporo produktów nawilżających, więc wiem, że długotrwały efekt nawodnienia i ukojenia skóry dają u mnie tylko gęste kremy. W lecie, szczególnie na dzień wolę coś lżejszego, a to serum spełnia swoje zadanie zarówno solo, jak i z każdym lekkim kremem. Konsystencja serum jest płynna, ale dość gęsta, bardzo szybko się wchłania i ma ładny owocowy zapach, co sprawia, że jest naprawdę przyjemne w stosowaniu.  Pozostawia lekko klejącą warstwę.  Skład – 8 różnych ekstraktów owocowych, naturalne sacharydy, witaminy w liposomach nisko i wysoko – cząsteczkowy hialuronian sodu. Skóra po nim jest przyjemnie miękka i gładka. Minusem jest dla mnie dość mała pojemność – 20 ml.

Krem Sun Sheld SPF 50 – to wodoodporny krem do twarzy i ciała, którego główną funkcją jest wysoka ochrona przeciwsłoneczna. Wielkim plusem kremu jest naturalny skład, w tym filtry fizyczne nie nanocząsteczkowe oraz lekkie emolienty, dzięki czemu nie wysusza i nie podrażnia skóry. Podoba mi się także opakowanie z pompką, która dozuje nawet minimalne ilości produktu, co czyni go bardzo wydajnym. Konsystencja jest gęsta, ale krem łatwo się rozprowadza. Liczyłam jednak, że zgodnie z obietnicami producenta uniknę efektu bielenia, a z tym nie jest już tak różowo 😉 Pierwsze wrażenie może być rozczarowujące bo rozbielenie jest dość widoczne, ale znacznie zmniejsza się po wchłonięciu w skórę. Uczciwie rzecz biorąc, po odczekaniu 10 minut efekt bielenia jest mniejszy niż przy innych kremach z filtrem fizycznym, które stosowałam (np: Madara) ale przy mojej oliwkowej cerze i tak muszę nałożyć podkład lub puder.  Na szczęście krem dobrze współpracuje z każdym podkładem i z minerałami. Krem będę testować nadal podczas wakacyjnych wojaży i plażowania, już bardziej pod kątem ochrony SPF.
Podsumowując, myślę, że Plantea to marka naturalna, która ma ambicje, by się wyróżniać wśród konkurencji. Nie dublują pomysłów na kolejne hydrolaty i masła do ciała, tylko wychodzą przed szereg z innowacyjnymi składami i pomysłami. Bardzo polecam odwiedzić ich stoisko na kolejnych ekocudach, gdy tylko będzie możliwość by takowa impreza się odbyła :).
 

Produkty, składy i opisy dostępne na: https://plantea.pl/.

 

 

 

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *